Obiekt – biurko pod komputer; wymiary: wys. 85, szer. 100, gł. 50; pochodzące ze znanego salonu meblowego.
Wykonawcy – chłopak i dziewczyna w wieku 22 i 21 lat.
Czas – 6 godzin.
Plan był prosty – wycieczka po salonach meblowych w poszukiwaniu biurka, nie dłuższego niż 120cm. Gdzieś trzeba postawić nowy komputer. Biureczka poszukiwali od około dwóch tygodni i w końcu los się do nich uśmiechnął. Ładne, zgrabne, dostępne od zaraz w upragnionym kolorze. I tu zaczynają się schody.
Pierwsza przeszkoda nie była nie do pokonania. Musieli zaczekać godzinkę, aż znajomy podjedzie pod salon i podwiezie wraz z zakupem do domu (sami auta jeszcze nie posiadają). Chwilę pobłądzili w poszukiwaniu magazynu za sklepem. Następnie chłopak sam znosił (nie takie znowu lekkie) biurko do samochodu. Podróż trwała jakieś 20 minut, ponowne dźwiganie zakupu, tym razem do mieszkania. Niedługie poszukiwanie narzędzi pochowanych w różnych częściach mieszkania i można zabrać się do pracy.
19:30
W instrukcji polecają zacząć składanie od jedynej w biureczku szuflady. Grzecznie postępując wg wskazówek, para zabiera się do roboty. W płytach koloru olchy przygotowane są otwory na kołki i wkręty, więc wszystko wydaje się w miarę łatwe. A kiedyś musi być ten pierwszy raz, do tego nie koniecznie najtrudniejszy. Ach, dobry dowcip. Pamiętajcie – tylko trening czyni mistrza.
20:30
Za żadne skarby świata nie można znaleźć ani jednej dziurki pokazującej, w którym miejscu wewnętrznej strony szafki umocować prowadnice szuflady. Wzrasta frustracja, aż w końcu puszczają nerwy. Pora na kolację. Wieczór nie obywa się jednak bez kilku rzuconych w powietrze przekleństw oraz paru telefonów do znajomych. Niestety, nikt nie spotkał się jeszcze w życiu z takim meblem, w którym brak oznaczonych miejsc na przymocowanie blatu. Nieoznakowane prowadnice? Zdarzają się, trzeba pogodzić się z koniecznością celowania we właściwe miejsce. Tylko że jeśli coś nie wyjdzie, czy przyjmą reklamację? 300 zł piechotą nie chodzi. Majstrować dalej, czy czekać do jutra i przedzwonić do obsługi? Znów adrenalina rośnie? Biurko ląduje z powrotem w pudle, z wyjątkiem złożonej już szuflady.
22:00
Człowiek głodny to człowiek zły. Jak dobrze zje, to i w głowie co nieco się rozjaśnia. Powstała decyzja o ponownym podejściu. „Obejrzyjmy dokładniej płyty” rzuca chłopak, więc zabierają się do dzieła. Po kolei wydobyto z pudełka każdą płytę. W końcu? eureka! Na bocznych ścianach szafki odnalazły się maleńkie dziurki, symbolizujące prowadnice. Wyglądają jak nakłucia igły w drewnie, ale są. Gdyby instrukcja była wyraźniejsza, zauważyliby to wcześniej. Ale może jednak 300 zł to nie na tyle dużo, by oczekiwać zbyt łatwej roboty. W końcu stały tam i biurka po 1000 zł – takie to pewnie mają staranniej napisaną instrukcję postępowania z najdrobniejszym nawet elementem.
„Tu przytrzymaj, tam dokręćmy”, a teraz to koniecznie trzeba by zmienić kolejność montażu. Czas na mały miszmasz, kolejne ryzyko przy pierwszym w życiu montażu mebla. Instrukcja spisuje się nadal dość słabo. Polecenia pokroju „zamontować zawias” z mikroskopijną ilustracją nie ułatwiają nikomu zadania. Chyba warto chlapnąć szklaneczkę czegoś mocniejszego – na lepsze trawienie i bardziej kreatywne myślenie?
Biurko stanęło na swoim miejscu przed godziną 2 w nocy. To trochę przeraża. Nie tyle ze względu na fakt ponad sześciu godzin składania, a dlatego, że na forach internetowych niektórzy pisali np. „poskładałam je w dwie godziny”.
A jeszcze świeżo po zakupie wszystko wyglądało tak przyjemnie. Z radości tak wspaniałego nabytku aż chciało się obejrzeć go już, zaraz, w pełnej okazałości. Ale cóż, miłe złego początki…
(Dobry temat na www.hoga.pl z dnia 20.02.2010)