Zgasło światło i już nie powróci. Tak, to nie dowcip. Jak podało niedawno wiele portali internetowych, prezydent Mysłowic zarządził wyłączenie oświetlenia na siedemnastu ulicach. Nocą zapadają tam egipskie ciemności.
Zresztą nie trzeba czytać portali, aby zauważyć kolosalną różnicę, wychodząc na ulicę. Ciemno wszędzie, głucho wszędzie? Można dostać po twarzy, stracić portfel i telefon, a nawet nie zauważysz, kto Ci to zrobił. Serdecznie współczuję mieszkańcom, bo padli ofiarą dziwacznej polityki prezydenta. Otóż latarnie zgasły na ulicach, przy których mieszkają radni głosujący wcześniej za oszczędnościami w budżecie. Szef zadecydował – pokażmy im, co się stanie, jeśli zabraknie pieniędzy na oświetlenie.
Chyba nie zdawał sobie do końca sprawy z tego, co robi. Może wydawało mu się, że radni mieszkają na odludziu, albo też wcale nie wziął pod uwagę zdania innych obywateli miasta, dzielących z nimi miejsca zamieszkania. Podjął decyzję wysoce niepopularną. I chyba nagle zdał sobie z tego sprawę, bo zaczął przepraszać. Ale treść tych przeprosin pozostawia wiele do życzenia.
„Kiedy ogłosiłem, że wyłączę światło na 17 ulicach, na moją głowę posypały się gromy (…) Chciałbym przeprosić mieszkańców, których dotknęła ta decyzja. Nie było moją intencją utrudniać im życia, chciałem tylko żeby radni, którzy odrzucają moje wnioski o uzupełnienie środków na oświetlenie, odczuli skutki swoich decyzji. Żeby zmienili zdanie. Teraz się okazuje, że, tak czy inaczej, na uporze radnych ucierpi całe miasto, bowiem bez pieniędzy nic nie wskóram. Nie tylko nie mogę cofnąć swojej wcześniejszej decyzji, ale muszę się liczyć z tym, że za kilka miesięcy zgaśnie światło na wszystkich mysłowickich ulicach”(znalezione na portalu miejskim m-ce.pl).
I jak to rozumieć? Przepraszam, ale lepiej się przyzwyczajcie. W takim razie, jak sądzę, Pan Prezydent powinien przyzwyczajać się do myśli, że rządzi miastem wyłącznie do końca tej kadencji. Można zasłaniać się budżetem, ale dzieje się tak już zbyt często. Dla ludzi ważne jest z reguły to, co widzą tu i teraz, nie zadają sobie trudu, aby zagłębiać się w zawiłe przemyślenia władz.
Całkiem niedawno miasto zostało nazwane w jednym z serwisów informacyjnych w telewizji (z ręką na sercu nie pamiętam w którym) „Mysłowice – dziurawice”. I faktem jest, że nawet droga prowadząca do zarządu dróg przypomina pobojowisko. A są i takie, które w ogóle się zamyka dla świętego spokoju. W dodatku 25 lutego w Katowicach odbyła się konferencja prasowa, z której wiadomo już na pewno, iż stolica Górnego Śląska odebrała miastu OFF FESTIVAL. A była to przecież jego ogólnopolska wizytówka. Organizatorzy od dawna uskarżali się na brak porozumienia z samorządem i proszę. Wyszło szydło z worka.
Krótko mówiąc – na nic już życzenia sukcesów. Teraz zwykłym szarym ludziom potrzeba tylko czekać, aż zgasną światła w całym mieście, a tuż za nimi kadencja urzędującego prezydenta. A na razie pozostaje odwoływać się do zdrowego rozsądku włodarzy. Kto tu w końcu na kogo pracuje? Każdy urzędnik pobiera pensję opłacaną przez podatnika i jego zadaniem jest odwdzięczyć się odpowiednią służbą. A tu co? Po prostu wstyd – zarówno radnych, jak i prezydenta.
(felietony.hoga.pl z dnia 6.03.2010r pod zmienionym tytułem „Pewnego razu na Śląsku…”)