Podobno na zachodzie ceni się Polaków za ich wszechstronność. Podczas gdy tam, w większości szkół, wybiera się konkretny kierunek kształcenia i dobiera fakultety, u nas aż do matury wkłada się człowiekowi do głowy moc tzw. wiedzy ogólnej o świecie. Ale to niestety nie zawsze przekłada się na praktykę.

Jak wiadomo, do szkoły chodzimy po to, aby się czegoś mądrego nauczyć. Potem zdajemy egzaminy i przechodzimy o stopień wyżej – i tak aż do matury. A po egzaminie dojrzałości przychodzi czas na studia. To właśnie one stają się apogeum wolności, nie rzadko rozumianej w niewłaściwy sposób. Także w kwestii nauki. No bo po co są studia?

Przede wszystkim studiujemy, aby zdobyć wymarzony zawód. Do niedawna niektórzy robili to, aby nie pójść do wojska, ale to już przestało być konieczne. Ponadto studia rozwijają nas w jednym zakresie, specjalizują i pomagają uporządkować nasze umiejętności. Na początku wszystko wydaje się bajecznie przyjemne, szczególnie jeśli dostaniemy się na wymarzony kierunek. Takie wrażenia mijają z reguły w okolicy pierwszej sesji. Bo cóż z tego, że naprawdę interesuje mnie politologia, skoro nie pisałem się na takie przedmioty jak ekonomia czy filozofia? Albo najzwyczajniej w świecie nie zdążę nauczyć się na trzy egzaminy w jednym tygodniu!

Nieprzyzwyczajeni wcześniej do konieczności pochłonięcia takiej ilości wiedzy na raz szukamy furtki, która poprowadzi nas na przełaj przez labirynt. I wtedy, nauczeni doświadczeniem z młodszych lat edukacji, sięgamy po stare wypróbowane metody – ściągi. Pomysłowość w ich tworzeniu nie zna granic. Dziewczyny chowają drobno zapisane harmonijki do biustonosza, rękawa lub podklejają pod spódnicę. Chłopcy z kolei wybierają wnętrze marynarki. Ściągi podkleja się taśmą klejącą, podpina agrafką lub po prostu wsuwa i wysuwa z ukrycia. Literki można wygrawerować na blacie czy plastikowej obudowie jednorazowego długopisu. Wtedy bezkarnie leżą na widoku podczas egzaminu. Zdarzały się już przypadki umieszczania ściąg np. pod oknami sali, zapisane kredą na betonie boiska czy chodniku.

Karierę i w tej dziedzinie robią nowoczesne gadżety. Dostępne są bezprzewodowe słuchawki, przez które – niczym w filmie o tajnych agentach – można podsłuchiwać podpowiedzi kolegów. Istnieją pióra i długopisy piszące takim atramentem, że odczytamy dane pismo tylko po przyświeceniu w jego kierunku ultrafioletem (oczywiście zamontowanym w rzeczonym długopisie). Do tego w niektórych sytuacjach można po prostu skorzystać z telefonu komórkowego, wysyłając sms-a lub mms-a z prośbą o pomoc.

To tylko niektóre z praktyk, jakie dokonują się na polskich uczelniach. Niejednokrotnie słyszałam opowieści o młodzieży, która do Polski przeprowadziła się zza granicy i powoli wdrożyła w nasz system nauczania. Początkowo przerażała ją łatwość, z jaką większość z nas oszukuje na egzaminach. Z czasem jednak, pod wpływem większości, i oni zaczęli tak działać. Jak to wszystko się ma do naszej wszechstronności wspomnianej przeze mnie na początku? Otóż nie wydaje mi się, żeby wszyscy Polacy naprawdę posiadali aż tak szeroko zakrojoną wiedzę. Myślę, że tak naprawdę ceni się w nas umiejętność przystosowania do otoczenia. Potrafimy sprytnie znaleźć się w każdej sytuacji, naprawiać zepsute rzeczy czy ratować kryzysowe przypadki. A ile z tym wspólnego ma wiedza? Tylko tyle, że w razie potrzeby nie szukamy jej we własnej głowie, a raczej sposobu, jak akurat zaczerpnąć ją z otoczenia. I zwykle nam się to udaje – niczym czarodziejowi wyciągnięcie królika z kapelusza.

(felietony.hoga.pl z dnia 8.02.2010)

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *