Mieszkanie posprzątane na wysoki połysk, w kuchni rządzą przepyszne zapachy, zakupy zrobione perfekcyjnie, a do tego pani domu ubrana w przepiękny strój i zrelaksowana na kanapie po dniu pełnym samych osiągnięć. Piękny, sielski obrazek codzienności. Tylko ciekawe czyjej.

Panuje taka moda w społeczeństwie, aby było ładnie i miło. Bo my lubimy, jak jest ładnie. Kiedy idziemy do restauracji, chcemy czystości, schludności, uprzejmości i dobrego wyglądu posiłku. Czasem, jeśli lokal jest dostatecznie urokliwy, jesteśmy w stanie zjeść nawet coś, co wygląda dziwnie. W drugą stronę to jednak nie działa – w obskurnym lokalu prawdopodobnie nawet nie zasiądziemy za stołem. A mogłoby się okazać, że jest dużo smaczniej niż we francuskiej restauracji za rogiem.

Na ulicy, w szkole, pracy na uczelni także lubimy oglądać się za ładnymi ludźmi. Z reguły płci przeciwnej. Szczególnie zjawisko to uwypukla płeć piękna, bo gdy zobaczy dobrze wyglądająca koleżankę, potrafi być zazdrosna o każdy szczegół jej wizerunku. Może ją to nawet zmotywować do kolejnych zakupów, chociaż szafa pęka już w szwach. Natomiast mężczyzna, jako typowy wzrokowiec, chłonie każdy rodzaj piękna, dokonuje wewnętrznej selekcji. A nie jest prawdą miłe panie, że panowie nie mają wyczucia i wrażliwości. Oni po prostu mają taką swoją, własną. I tak naprawdę gruboskórność to jedynie pancerz wielu z nich. Inaczej skąd braliby się tacy uzdolnieni fotografowie, projektanci mody, kucharze?

Lubimy również ładne widoki. Szukając wrażeń na wakacjach, często napawamy wzrok pięknymi krajobrazami czy zabytkami. Zwiedzamy muzea, galerie sztuki, przemierzamy promenady, szlaki czy odwiedzamy punkty obserwacyjne. To rodzaj szukania powrotu do cudnej, dziewiczej matki natury. I nigdy nie zapominamy o utrwaleniu wszystkiego w pamięci naszego aparatu. Chociaż po czasie, na miejscu okazuje się nieraz, że już nie wygląda to tak cudownie, jak jeszcze kilka dni temu, na żywo.

Piękno namacalne jest więc onieśmielające, lecz to ukazywane jako możliwe do osiągnięcia kusi jeszcze silniej. Widać to doskonale w reklamach bazujących na naszych pozytywnych emocjach. Wspomniana wcześniej zrelaksowana pani w nieskazitelnie czystym domu ma inspirować do osiągnięcia tej samej perfekcji. Pokazują, jak może być cudownie, szczególnie jeśli kupimy właśnie ich produkt. A jest to o tyle absurdalne, że ten sam sielski obrazek może (dosyć logicznie) zachwalać środek czyszczący, jak i nową herbatę. Pod wpływem nawału reklam, bombardowania nas nimi z każdej strony potrafimy powiedzieć: „dość, za dużo!” i się wyłączyć. Jesteśmy na nie skazani i ciągle korzystamy z ich zaleceń, chociaż nie zawsze świadomie. Bo przecież chcemy tego pięknego świata z bajki.

Kiedy dorastamy bajka okazuje się daleka od rzeczywistości. Może dlatego właśnie ciągle szukamy jej substytutów? Może dlatego brzydsi ludzi, gorzej ubrani czy gorzej się zachowujący muszą starać się dostosować do piękniejszej reszty? W końcu po coś wymyślono pomoce domowe czy operacje plastyczne i stylistów? Tylko że czasem zapominamy, iż piękno bywa przemijające. Na przestrzeni wieków piękne były już kobiety otyłe, mężczyźni w perukach czy też modne było niekąpanie się tygodniami. A co będzie za parę lat? Lepiej otwórzmy się na nowości, zanim czas nas zaskoczy.

(felietony.hoga.pl z dnia 21.10.2010r.)

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *