Zbliża się czas poznania wyników maturalnych. Przed kolejną turą maturzystów jeden z najważniejszych życiowych wyborów – studia, praca, a może obie opcje jednocześnie? Szczęśliwi ci, którzy wiedzą, czego chcą od życia. A co z pozostałą resztą?
Wbrew ogólnym trendom od kilku lat ambicją nie każdego maturzysty są studia na uczelni publicznej. Wielu z nich zastanawia się, pomimo dobrych wyników egzaminu dojrzałości, czy nie warto byłoby studiować zaocznie i pójść jednocześnie do pracy, lub uczęszczać na uczelnię prywatną.
Oba warianty wymagają wkładu finansowego. Jednak częstokroć zamieszkanie w jednym z wielkich miast posiadających uniwersytety, akademie lub politechniki (np. w Warszawie, Wrocławiu, Krakowie, Poznaniu lub Katowicach) jest dwukrotnie bardziej kosztowne od płacenia za szkołę w miejscu zamieszkania. W końcu musimy opłacić mieszkanie, wyżywienie oraz zapewnić sobie jakieś kieszonkowe na „drobne”, wydatki jak np. bilet miesięczny, przejazd do domu na święta, kupienie nowych ubrań, kosmetyków, proszku do prania, płynu do mycia naczyń i wielu innych niezbędnych drobiazgów. Istnieje oczywiście możliwość obniżenia kosztów zakwaterowania, zamieszkując w akademiku, choć wielu studentom to nie odpowiada. Przeszkadza im dzielenie z kimś pokoju, hałaśliwy sąsiad – imprezowicz lub kolejki do korzystania z łazienki, pralni, kuchni. Niektórzy mają pecha i nie dostają się do akademika; chociaż bardzo by chcieli, to np. spóźnili się ze złożeniem wniosku.
Dwudziestoletnia Ewa, studentka Akademii Ekonomicznej w Krakowie mówi o swoim wyborze: „Zależało mi na studiach w Krakowie. Wybrałam publiczne przede wszystkim ze względów finansowych. Nie byłabym w stanie utrzymać się w Krakowie, jednocześnie opłacając studia. Poza tym tamtejsze uczelnie niepubliczne są, z tego, co się orientuje, na niskim poziomie.” Porównuje też studia zaoczne na rzeczonej uczelni ze swoimi: „Jeżeli chodzi o studia zaoczne, na uniwersytecie ekonomicznym z moich obserwacji jest bardzo niski poziom w porównaniu z dziennymi. Koleżanki z wieczorowej ekonomii mają o połowę prostsze egzaminy, nie mówiąc już o zaliczeniach. Jednak nie chcę uogólniać, być może poziom innych kierunków jest wyższy”.
Jej rówieśnik Tomek, który studiuje prawo na Uniwersytecie Wrocławskim, odpowiedział na pytanie o wybór uczelni, stwierdzając: „Wybrałem dzienne studia na uniwersytecie z dwóch powodów: pierwszym są niższe koszty na uczelni publicznej, po drugie ważny jest prestiż samej uczelni. Jeśli chodzi o uczelnie prywatne, zawsze warto się uczyć, ale nie zawsze liczą się tylko umiejętności. A na studia zaoczne nie zdecydowałbym się – chyba że sytuacja by mnie do tego zmusiła”.
Oboje wybrali mieszkanie na stancji. Tomek stwierdził, że ceni sobie większą niezależność niż w akademiku, a Ewa uzasadniła swój wybór: „Mieszkanie na stancji jest na pewno nowym doświadczeniem – dla mnie bardzo pozytywnym. Czasem trudno było się dostosować do warunków, które w moim przypadku nie były najlepsze. Jednak na pewno wynagradza to możliwość mieszkania z przyjaciółmi. Z akademików zrezygnowałam ze względu na ograniczoną prywatność i swobodę. Mieszkanie traktuję raczej jako miejsce, gdzie mogę odpocząć, a nie wyobrażam sobie tego w akademiku, gdzie imprezy są właściwie codziennie.”.
Inną kwestią jest niezależność finansowa. Studia dzienne – prywatne lub nie – uniemożliwiają równoczesną stałą pracę. Studenci dorabiają sobie w barach szybkiej obsługi, marketach, klubach, roznosząc ulotki, w sklepach na weekendy lub popołudniami. Zazwyczaj jednak sprawia to wiele trudności. Student zaoczny może podjąć normalną pracę zawodową, co ułatwia mu bardzo status studenta. Pracodawcy chętniej zatrudniają osoby dokształcające się i to także z tego względu, że w związku z ich zatrudnieniem mogą korzystać ze zniżek podatkowych.
Michalina (20 lat) studiuje dziennie, ale na uczelni prywatnej. Wypowiada się na ten temat bardzo pochlebnie: „Moja decyzja dotyczyła kierunku, nie rodzaju szkoły. Niestety żadna szkoła publiczna na Śląsku nie zamieściła w swojej ofercie takiego kierunku jak „dziennikarstwo”, a na tym zdecydowanie najbardziej mi zależało. Oczywiście, rozważałam podjęcie studiów na UŚ-u (politologia), gdzie dziennikarstwo pojawia się w trakcie „robienia” magisterki, jednakże nauka o polityce to zdecydowanie nie mój świat. Szperając w internecie, znalazłam WSUS i pomyślałam: „To jest to!”. Z braku laku… padło na uczelnię prywatną. Nie sądzę, żeby uczelnia prywatna prezentowała niższy poziom niż publiczna. Niby w czym? Też zdajemy egzaminy, piszemy prace, sporządzamy sprawozdania, uzbrajamy się w zapas wiedzy i hektolitry kawy przed sesją. Dodatkową motywacją do nauki jest fakt, iż żeby wiedzę zdobyć, musimy za nią słono zapłacić, często z własnej kieszeni. To dodaje człowiekowi chęci do działania. Uczelnie prywatne w niczym nie ustępują publicznym. Przynajmniej takie jest moje zdanie. Nie mogę wypowiedzieć się w zupełnej pewności, dlatego, że nigdy nie uczęszczałam na uczelnię publiczną, więc nie poznałam tych realiów na własnej skórze. Jednakże z opowiadań znajomych, bliższych czy dalszych, wnioskuję, że czasem my, studenci „prywatni” mamy cięższy orzech do zgryzienia niż ci, którzy uczą się za darmo.”.
Podsumowując rozważania – jeśli nie mieliśmy szczęścia urodzić się w mieście, gdzie znajduje się uczelnia, na której chcielibyśmy studiować, musimy liczyć się z dużymi wydatkami na edukację pomaturalną. Gdy mieszkamy w takim miejscu i mamy tak dobre wyniki, by dostać się na publiczną uczelnię, możemy czuć się wyjątkowymi szczęściarzami. Naszym jedynym wydatkiem będą bowiem „wpisowe”. Wielu młodych ludzi właśnie z powodów finansowych musiało zarzucić plany dalszego kształcenia i pójść do pracy. Jednak ciężko ją znaleźć bez wykształcenia, szczególnie w dobie kryzysu. Nie ma miejsc pracy dla każdego, kto jest gotowy się jej podjąć, lub nie ma pracodawcy, który zatrudni młodego człowieka bez wykształcenia czy statusu studenta. I tak błędne koło się zamyka.
Zawsze można też wybrać drogę, którą już drugi rok po maturze podąża Sebastian (21 lat). Zrezygnował on zupełnie z kształcenia wyższego. Od czasu egzaminu dojrzałości podejmuje kolejne prace. W żadnej nie zagrzał do tej pory miejsca na dłużej. „Zdecydowałem tak po pierwsze ze względów ekonomicznych – akurat wtedy miałem (jak się wydawało) stałą pracę. Po drugie i tak, jeśli zdecydowałbym się na studiowanie, to musiałbym zrobić sobie trochę przerwy i to chyba tyle”.
Cóż, drogi maturzysto, decyzja należy do Ciebie. I tylko Ty sam poniesiesz jej konsekwencje. Bez względu na to, kogo zapytasz o radę bądź jakimi wskazówkami się pokierujesz, Ty będziesz za to odpowiedzialny, bo decyzja ta dotyczy Twojej przyszłości. Powodzenia!
(hoga.pl – Dobry Temat z dnia 30.06.2009)