To absolutnie nie jest prawda, że dzisiejsza młodzież niczym się nie interesuje. Doskonale udaje się obserwacja reklam, czytanie kolorowych czasopism (czasem i książek spoza kanonu lektur), ogłoszeń i skrótów (np. szkolnych bryków). A jeszcze lepiej odnajdujemy się w kulturze obrazkowej, gdzie prym wiedzie internet, kino i telewizja. I bez znaczenia czy przeczytane, czy zasłyszane, ale liczą się tu nazwiska.


Gdy ktoś zapyta nas o autorytet, wypada odpowiedzieć. Jeżeli stwierdzasz, że nie masz autorytetu, nagle zaczynasz czuć się dziwnie. Już nie ma o czym porozmawiać, nie ma czyjego nazwiska wspomnieć towarzystwie ani czyjej książki przedyskutować poprzez ten pryzmat. Pozostaje odłączyć się od dyskusji.

Nie znając aktualnie najsłynniejszych nazwisk, nie można również w pełni oddać się plotkom. A to przecież ulubiony sport wielu z nas. Jakże miło się czasem oderwać się od swoich problemów i przedyskutować czyjś rozwód, dietę, nagrodę, upadek, nowe dziecko, kolor sukienki, stan manicure i wiele, wiele innych zajmujących tematów. Oczywiście zajmujących do czasu, aż któryś z nich nie zdarzy się również nam. Szczególnie jeśli mowa o wydarzeniu negatywnym. Chociaż może wtedy niespodziewanie odnajdzie się jakiś autorytet i nagle stwierdzimy: skoro ta gwiazdka dała radę to ja też.

Świat na około bombarduje nas odniesieniami do tego, co ktoś powiedział, zrobił, wymyślił i stworzył od podstaw. Zaczyna się już w szkole, gdy uczymy się historii i jej wybitnych postaci, bohaterów. Następnie przychodzi czas na samodzielną obserwację świata. Gdy w grę wchodzi krytycyzm i solidna wiedza z pierwszych lat edukacji nie jest aż tak źle. Ale gdy gdzieś w tym procesie pozostajemy na poziomie chłonięcia wszystkiego na raz, bez selekcji i oceny własnej zostajemy pokonani przez życie innych.

Życie naszych celebrytów, polityków, znanych podróżników, kucharzy itd. staje się niejako częścią naszego. Bezpieczniej jest porozmawiać o tym, co nowego u pana Ibisza czy co głupiego zrobił znowu rząd, niż przyznawać się do swoich porażek albo zawracać towarzyszom głowę swoimi, tak przecież szarymi i nic nieznaczącymi w wielkim świecie, codziennymi czynnościami. A ileż to razy marzymy, by dołączyć do grona postaci z telewizji i pierwszych stron gazet.

Na co więc czekamy? Najwyższa pora w końcu coś zdziałać, a nie tylko rozmawiać o czyichś sukcesach. Bo w gruncie rzeczy nie jest istotne to, co przeczytałeś, widziałeś lub słyszałeś, ale to, co z tym fantem zrobisz na koniec.

(felietony.hoga.pl z dnia 25.10.2010r.)

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *